Sunday, February 24, 2013

 Witam was moi kochani,wczorajsza godzina spacerowa było koszmarna i przyprawiła we mnie łzy i prawie zawał serca. Może opisze wszystko po koleji.
A więc było wczoraj(Sobota),południe.Wzięłam smycz automatyczną(flexi) i nasze czarne szelki.Gdy wyszłam ze smyczą i szelkami piesek czekał już przy furtce i machał swoim łaciatym ogonem.Położyłam szelki na ziemi i przypięłam smycz do furtki,wzięłam szelki i założyłam psiakowi dając mu po tym smaka za grzeczne stanie in założenie szelek(dziękuję za pomysł Esterze od Luny- latającego psa). Zapięłam karabińczyk i wyszliśmy z podwórka. Spacer zapowiadał się na przyjemny i spokojny. Majlo szedł tropem śladów jakiegoś psa(pewnie ON'ka Roy'a). Stwierdziłam,że jak chce to niech se węszy,bo to jego natura(nos przy ziemi)  ;) Doszliśmy do naszej drogi polnej gdzie jest spokojnie i cicho,ale jest tam też MNÓSTWO zapaszków.Piesek parę razy się zatrzymywał i odwracał swój łebek w tył,ale myślała : to nic takiego. Przeszliśmy z kilkanaście metrów i piesek zaczął się cofać.Ja miałam wciśnięty zatrzaska czy coś na automatycznej smyczy i szelki poszły do przodu,nagle patrzę,a pies wyjął łapy z szelek i potem przeszły mu przez głowę i Majlo został bez niczego zaczął biec tam skąd przyszliśmy(pewnie za tropem psa).Ja przerażona zaczęłam krzyczeć- MAJLO!!MAJLO!!A on dalej biegł.... Myślę: "O matko i co ja zrobiłą" oraz zaczęłam płakać.Myślałam,że już go nigdy nie zobaczę i że ucieknie ode mnie......
                                                                              * * * *

Nagle krzyczę: - MAJLO!MAJLO "CUKIEREK"!!MAJLO i pies się zatrzymał rzuciłam smycz na ziemię i podbiegłam do Majla i na całe szczęście nie uciekł od mnie tylko czekał na mnie. Dosłownie rzuciłam się na ziemię i złapałam go w ręce,trzymałam i przytuliłam.Trochę powarkiwał,ale to na pewno dlatego,że coś czuł. Po chwili obrócił się do mnie i zaczął lizać mnie po twarzy. Chciałam wziąć smycz,ale zobaczyłam,że leży ona z 8-10 metrów od nas.I co miałam zrobić puścić psa i pójść po smycz?!? Aby pies poszedł za śladem. Pies nie miał obroży ani nic,aby go trzymać,byłam w kropce i płakałam i na dodatek siedziałam na tym zimnym śniegu z pół godziny z Majlem trzymając go,płacząc i wołając pomocy,aby ktoś podał smycz.Po kilkudziesięciu minutach chciałam wziąć Majla jakoś na ręce,ale wiedziałam,że on tego nie znosi i wiercił by się mocno i podgryzał palce i jeszcze bym go puściła z tego wiercenia.Ale przypomniałam sobie,że mam w kieszeni kurtki smaki więc dałam mu powąchać i trzymając go jedną ręką rzucałam mu drugą ręką smaki co metr.I jakoś doszliśmy do smyczy i szelek.Ale na tym nie koniec przygody .Gdy doszliśmy do smyczy i szelek.To zauważyłam,że w zatrzasku od szelek jest lód i ani ich zapiąć ani nic.Znów zaczęłam się zastanawiać i tak znowu ze łzami w oczach myślała. I pomyślałam sobie,że założę szelki Majlowi i zapnę tylko smyczą,ale były wtedy za luźne nie mogłam ich zmniejszyć bo miałam pozamarzane palce,które strasznie mnie bolały.Pomyślałam,że pochucham na ten lód i podziałało po ok.kilku minutach lód prawie stopniał i można było już zatrzasnąć zatrzask.Ale nadal pozostała mi obawa,że wyśliźnie się znów z tych szelek.Ale jakoś doszliśmy do domu.A ja płakałam z radości,że skończyło się to tak,a nie inaczej.Oraz byłam za razem dumna z Majla,że odwołał się od tropu i zatrzymał się,ale byłam też strasznie wściekła,że zrobił mi taki numer.Ale bardziej byłam wściekła niż dumna. I teraz Majlo ma karę na tydzień na smakołyki i inne desery czy coś tam. Skończyło się rozpieszczanie za ten numer !! :P
Cóż i to w sumie koniec naszej okropnej przygody,ale mieliśmy już kilka takich przygód. Może zrobie post z opisem wszystkich ucieczek Majla.Piszcie w komentarzach jeśli chcecie taki post ;)

I jeszcze jedno  zdjęcie sławnych łąpek ;)

Pozdrawiamy:

0 comments:

Post a Comment